Nasz wyjazd do Dubaju – jak wyglądała nasza wspólna przygoda w Emiratach
Do Zjednoczone Emiraty Arabskie przylecieliśmy późnym wieczorem, około 23. Po podróży byliśmy już trochę zmęczeni, ale jednocześnie podekscytowani – w końcu dla wielu osób był to pierwszy raz w Emiratach. Po szybkim zakwaterowaniu w hotelu praktycznie wszyscy od razu poszli spać. Wiedzieliśmy, że następnego dnia zaczynamy prawdziwą przygodę.
Pierwszy dzień – hotel, słońce i pierwsze wrażenia
Rano czekało na nas bardzo dobre śniadanie w hotelu. Po podróży każdy potrzebował chwili, żeby złapać rytm – jedni rozpakowywali walizki, inni od razu wskoczyli do basenu, a część grupy ruszyła na krótki spacer po okolicy albo do kantoru wymienić pieniądze.
Basen w hotelu okazał się strzałem w dziesiątkę. Panował tam prawdziwie pustynny klimat – mocne słońce, błękitne niebo i ciepła woda. Idealne miejsce, żeby na spokojnie rozpocząć wyjazd i poczuć, że naprawdę jesteśmy na wakacjach.
Po obiedzie pod hotel podjechały po nas jeepy. Podzieliliśmy się na kilkuosobowe grupy i ruszyliśmy w stronę pustyni.






Pustynia – quady, wydmy i zachód słońca
Pierwszy punkt programu to była jazda quadami i buggy dla chętnych. Emocji nie brakowało – kurz, piach i dużo śmiechu. Dosłownie można było poczuć pustynię… nawet w oczach.
Potem zaczęła się prawdziwa atrakcja – sand bashing, czyli szalona jazda po wydmach. Kierowcy doskonale wiedzieli, jak podnieść poziom adrenaliny. Samochody jechały bokiem, zjeżdżały niemal pionowo z wysokich wydm, a w środku było słychać krzyki… trochę ze strachu, trochę z zachwytu.
W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na jednej z wydm, żeby podziwiać zachód słońca. Widok był niesamowity – złoty piasek, ciepłe światło i cisza pustyni. To był też moment na zdjęcia. Niektórzy próbowali swoich sił na sandboardingu, inni używali deski jak sanek i zjeżdżali z wydmy.
Tuż przed wyjazdem z pustyni wydarzyła się mała przygoda. Jedna z uczestniczek wycieczki zgubiła telefon. Wyobraźcie sobie to przerażenie – jak znaleźć telefon w setkach ton piasku? Niestety na miejscu nie udało się go odnaleźć.
Na szczęście historia skończyła się dobrze – po powrocie do hotelu dostaliśmy informację, że telefon… cały czas był w pokoju, podłączony do ładowarki.
Po zachodzie słońca pojechaliśmy do pustynnego obozu, gdzie czekała na nas kolacja i wieczorne show. Byli derwisze, fakirzy, taniec brzucha i sporo innych atrakcji. Można było też przejechać się na wielbłądzie – i oczywiście nie brakowało przy tym śmiechu.
Do hotelu wróciliśmy około 22 – zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.
Relaks w klubie plażowym
Kolejnego dnia rano po śniadaniu zabrał nas autokar do prywatnego klubu plażowego. Na miejscu czekały już na nas leżaki, parasole i piękna pogoda.
Do dyspozycji mieliśmy kompleks basenów, prywatną plażę i bardzo spokojne tego dnia morze. Większość dnia upłynęła w wakacyjnym rytmie – trochę słońca, trochę pływania, coś do picia i po prostu relaks.
Wieczorem wróciliśmy do hotelu. Część osób odpoczywała, a my z grupą wybraliśmy się metrem na spacer po Dubai Marina. Wieczorne widoki między drapaczami chmur robią ogromne wrażenie. Spacer wyszedł nam dość długi, ale nikt nie narzekał.



Zwiedzanie Dubaju
Kolejny dzień przeznaczyliśmy na poznanie miasta. Zaczęliśmy od Dubai Marina, tym razem za dnia, a potem pojechaliśmy do historycznej dzielnicy Al Fahidi Historic District, gdzie można zobaczyć, jak wyglądał Dubaj zanim powstały drapacze chmur.
Przepłynęliśmy też tradycyjną łodzią abra przez Dubai Creek do dzielnicy Deira. Tam mieliśmy czas na spacer po lokalnych targach i zakupy.
Czy ktoś kupił złoto na słynnym targu? Tego niestety nie wiemy – nikt się nie pochwalił. Za to największy złoty pierścionek świata nadal był na swojej wystawie.
Na koniec dnia pojechaliśmy do Dubai Mall, jednej z największych galerii handlowych na świecie. Po krótkim spacerze udaliśmy się do największej atrakcji – wjazdu na Burj Khalifa.
Wyjechaliśmy na 125 piętro. Widoki z góry robią ogromne wrażenie – dla niektórych podejście do szklanej balustrady było sporym wyzwaniem.
Na zakończenie dnia zobaczyliśmy pokaz fontann przy Burj Khalifa. Światła, muzyka i woda – naprawdę piękne widowisko.



Rejs jachtem i… lekcja bachaty
Następnego dnia po spokojnym poranku czekał nas 3-godzinny rejs jachtem po Dubai Marina.
Cały jacht był wynajęty dla naszej grupy. Na początku było spokojnie – zdjęcia, rozmowy, podziwianie widoków.
W pewnym momencie jeden z organizatorów, Martin, postanowił zrobić krótką lekcję bachaty. I wtedy wszystko się zaczęło.
Wszyscy ruszyli do tańca. Muzyka grała, ludzie się śmiali, a osoby z innych jachtów patrzyły na nas z wyraźnym zainteresowaniem.
Kiedy rejs się skończył i przycumowaliśmy do brzegu… nikt nie chciał schodzić z pokładu. Jeszcze dobre 15 minut tańczyliśmy na miejscu.




Ogród kwiatów i spacer po szklanej podłodze
Kolejnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy do Dubai Miracle Garden, największego ogrodu kwiatowego na świecie. Setki tysięcy kwiatów ułożonych w niesamowite kształty i konstrukcje robią ogromne wrażenie.
Po powrocie do hotelu zjedliśmy obiad, a po południu część grupy wybrała się na Sky Walk. Spacer po tarasie ze szklaną podłogą na wysokości prawie 60 pięter to doświadczenie, które podnosi poziom adrenaliny.
Wieczorem ponownie zobaczyliśmy pokazy fontann przy Dubai Mall i spróbowaliśmy lokalnej kuchni w jednej z restauracji. Jedzenie było naprawdę dobre, a ceny – ku naszemu zaskoczeniu – wcale nie tak wysokie, jak wielu się spodziewało.



Abu Dhabi i powrót do Polski
Ostatni dzień rozpoczął się od pakowania, ponieważ po wycieczce mieliśmy jechać już bezpośrednio na lotnisko.
Zwiedzanie Abu Zabi zaczęliśmy od punktu widokowego na jednej z wież Etihad Towers. Widok na miasto i zatokę był naprawdę imponujący.
Następnie odwiedziliśmy Qasr Al Watan, czyli pałac prezydencki.
Na koniec pojechaliśmy do Wielki Meczet Szejka Zajida. Przed wejściem trzeba było założyć odpowiednie stroje – na szczęście nasze przewodniczki, Michalina i Ania, wszystko wcześniej przygotowały.
Sam meczet robi ogromne wrażenie. To jedno z tych miejsc, które naprawdę trudno oddać na zdjęciach.
Około 18 dotarliśmy na lotnisko. Nasz samolot miał lekkie opóźnienie, ale lotnisko w Abu Dhabi jest tak duże, że trudno się tam nudzić.
Do Polski wróciliśmy w środku nocy – zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.


Czy powtórzymy ten wyjazd?
Zdecydowanie tak.
Grupa była bardzo różnorodna wiekowo, ale właśnie dzięki temu atmosfera była świetna. Było dużo śmiechu, rozmów i wspólnych przeżyć.
I to chyba najlepsze podsumowanie tego wyjazdu – wszyscy chodzili z uśmiechem.
A jeśli ktoś chciałby przeżyć podobną przygodę, to mamy dobrą wiadomość.
W październiku wracamy do Dubaju z kolejną grupą. 🌍✈️
Zapraszamy na następny wyjazd.

